sobota, 25 sierpnia 2007

ukladanie swiata od nowa

Nie zawsze musi sie przeciez wszystko udawac. zawsze mozna zaczac wszystko od nowa- wiele razy cos takiego slyszalam . Teraz jestem krolikiem doswiadczalnym tego eksprymentu. zaczynam praktycznie wszsytko na nowo. Chce sie uwolnic od starych nawykow nie wazne cyz byly dobre czy zle, od wszystkiego co ma zwiazek z moja jeszcze wczorajsza przeszloscia. Wiele czasu potrzebowalam zeby zrozumiec zachowanie ludzi. Nadal nie wiem czy je rozumiem. Ale przynajmniej dzis juz wiem jak dobierac sobie znjaomych, od jakich trzymac sie z daleka. Chociaz pewnie sparze sie pod tym wzgledem jeszcze wiele razy w zyciu. Ale znowu bede miec kolejen doswiadczenie i uzmyslowilam sobie , ze "im bardziej sie cierpi tym wiecej sie rozumie". I choc wiem ze latwo wcale nie bedzie. Nigdy nie jest latwo jesli sie cos straci. Ale ze wszystkiego sie da wyjsc. z wszystkoim mozna sobie dac rade. Wiele godzin poewnie bede spedzala na tym by poprostu zrozumiec...wiele na wyplakiwaniu 13 łzy....wiele na tym by na nowo , po raz kolejny uwierzyc , ze nie wszyscy sa tacy sami. I w koncu bede musiala sobie kupic "nowa" szufladke w moejje glowie, by sprawiedliwie - nie wsadzac wszystkich do jednej. nie wszyscy sa tego samgeo pokroju i tego samego rodzaju, zeby byc w jednej.

sobota, 11 sierpnia 2007

może nieistotne pragnienia...

Każdy w swoim zyciu puka do jakis drzwi i albo właściciel otwiera albo nie. Ja odzwazylam sie zapukac 3 razy. W pierwszych przyjeto mnie od razu i choć momentami rozmowy z właścicielem nie przebiegały tak jak powinny, nie zawachałam się i weszłam.Jednak wszystko co dobre szybko się konczy jak powiadają i niestety , ale przyszedl kiedys taki dzień, że mimo wielokrotnego pukania nikt nie otworzył. Dostałam tylko wiadomość - właściciel wyjechał. Pogodziłam się z ta myśla. W koncu co nas nie zabije to nas wzmocni.Mineło troche czasu i znów odwarzyłam sie zapukać. W tych drzwiach bylo zupelnie inaczej. To była pomyłka- o czym szybko sie przekonałam. Właściciel niby usatysfakcjonowany moimi wizytami, ale w końcu powiedział - Nie przychodz wiecej, nie ma sensu.wyszłam. Bez słowa. właściwie bez niczego. Potem już pukanie nie przychodziło mi z łatwością. Nie miałam ochoty, do pewnego razu. Kiedy Moje pierwsze drzwi otworzyły się ponownie. Pomimo tego ze wydawalam sie sama sobie rozsadna i tak pukałam-otwierano mi. Bylo dobrze.Wiecej niz dobrze. Wreszcie czułam, że juz nie bede musiala pukac po obcych.I choć własciciela często nie bylo, wizyty i tak sie odbywały.Kiedy wchodziłam pokoj stawał sie kraina w ktorej byl tylko wlasciciel i ja i nic poza tym. Nikt poza tym. Wydawalo mi sie ze nic tego zmienic nie moglo. Wydawalo mi sie!... Zabrano mi właściciela. Bez mojej zgody. Nie potrafilam sobie tego wytlumaczyc. Do dzisiaj nie umiem. Moze kiedys bede potrafila.moze kiedys zrozumiem. Powiedziano mi tylko- To koniec... I ta prześladująca mnie do dzisiaj liczba 37 za kazdym razem przypomina mi te drzwi..tego wlasciciela . To wszystko.
Cieżko było mi probowac i pukac znowu do innych drzwi. nawet nie chcialam.Nie potrafilam. ale zapukałam. ktoś też zapukal- do mnie. I tak pozostalo. tez bylo dobrze. Przez pare chwil. Bo zrozumialam chyba moj bład.Tym razem mialam pozwolic by czesciej do mnei pukano..chyba sie wpraszalam. Przyjmowano mnie i nadal sie przyjmuje. Tylko ze ja juz to wiem. Poostawilam wszystko na jedna karte- rozmowa na 'wycieraczce'. Nie weszlam dalej. Nie zaprosil mnie.
nie powiedział wejdz... gdy przychodze wlasciciel nie pyta sie co u mnie. gdy sama nie zapukam -on tez nie puka.Przeciez to oczywiste.-dla wlasciciela. dla mnie nie!
A ja tylko chce poczuc ze wlascicielowi tych drzwi zalezy na mnie.., ze nie jestem tylko kims.Ze moje wizyty daja oparcie i odwrotnie. Ze daja radosc. Chcialabym poznac tak na prawde własciciela. Chciclabym zeby powiedzial, ze potrzevbuje mnie i moich wizyt. Ze gdy przychodze jest mu dobrze. Ale moze ja zbyt wiele chce. Moze to tylko nieistotne pragnienia.?..

piątek, 3 sierpnia 2007

Powrót.

Miesiąc w zupełnie obcym kraju. Pomiędzy obcą społecznościa. Teraz niejaki powrót i ponowne przyzwyczajenie chociażby do prawostronnego ruchu czy klamek umieszczonych niżej niż tam. Do spłuczki, która tutaj zaskakuje z łatwością, a tam- trzeba było więcej siły na sama spłuczke niż na życie. Tutaj szczekanie psa to zwykła codzienność - tam spotkać psa na ulicy to już cud. Banały. Codzienność zwykłych spraw. A jak dziwnie.Jedyne co jest proste to wchodzenie w etap dziwności...ale kto zrozumie o co chodzi?..