poniedziałek, 3 grudnia 2007

zycie- to biala nie zapisana kartka....na poczatku...

Rodzac sie w prezencie los obdarowuje nas malym prezentem, gratisem - zupelnie czysta kartka i podobno od nas zalezy co na niej bedzie.czasem warto zrobic przeglad tego malego notesika z wpiannymi kartkami i ja taki wlasnie robie... jedyne co mnie martwi to to, ze zadnej nie da sie wyrwac i wyrzucic do kosza. bo zbyt duzo na niej niepotrzebnych slow i niepotrzebnych sytaucji. nachetniej wyrzucila bym prawie caly ten notes.. pozostawialabym moze jedna, dwie kartki..
czemu tak chce sie tego pozbyc? powoli przeszkadzaja mi te strony, niepotrafie ich wyrzucic a co dopeiro zapomniec... nie chce ich, bo teraz mimo moich szczerych checi, czytam je codzien i psuje wszytsko co mam do okola. ....wszytsko co byc moze nie latwo bylo zdobyc, cos co pojawilo sie w najlepszym a zarazem najgorszym moemencie moejgo zycia. cos co dalo mi sile,.. co pozwolilo zaczac od nowa, nie dopsiywac reszty tekstu do nieuzupelnionej kartki,. przewrocilam ja i zaczelam od nowa pisanie, od gory strony..slowo po slowie.co to bylo ? przyjazn..
przyjazn ktora jest nadal.. ale ja niepotrzebnie raz zajrzalam wstecz... i sie zaczelo.,. zaczelam czytac i chcialam dopisywac do poprzedniego tekstu.. a ten ktory powinien teraz pojawiac sie na tej czystej kartce stanal w miejscu... moje uczucia, moje plany i marzenia zostaly na wstecznym........
przez to wlasnie psuje sobie nowe kartki i przyjazn... wlaczalam do niej to czgeo nie powinnam inie pozwalam sobie pomoc... przykleilam si edo tamtych stron i nie umiem teraz odkleic od tamtych uczuc do pewnej istoty z zycia ktora byla najwazniejsza kiedys ,a le teraz powinna juz zejsc na drugi plan, powinnam zapomniec, wlozyc do koperty , schowac i napsiac nie otwierac, grozi utrata przyszlosci.
bo teraz trace terazniejszosc...
za duzo czytania, za duzo snow, za duzo przeszlosci jak na ta mala terazniejszosc, ktora rzadzi sei swoimi prawami i sadze zbyt wiele nie przetrzyma ... zbyt wiele burz .. to nie dla mnie.. to za duzo... kiedys ,,kto wie,.,,moze jakos dala bym rady.teraz tak nie jest.
probuje wszytskich sposobow rozstania sie z przeszloscia. tlyko ze to troche trwa.... w tym czasie czlowiek potrafi znalezc wiele spoosbow zeby sie uporac.. nawet w postaci drugiej osoby... i tutaj zaczyna sie ta kartka , ktora chcialabym wyrwac.. strae uczucie+ nowe wmawiane= porazka.
staralam sie za wszelka cene udowodnic sobei i innym ze potrafie umiejenie zapomniec, ze przeciez to banal. zalozylam maske i tak sobie w niej chodzilam przez pol roku... udawajac, ze nie mysli sie o niczym innym jak tlyko o tym co jest obok.- zwykle zludzenie dla innych , pozniej juz nawet dla mnie , sama pogubilam sie w swoich uczuciowych klamstwach ... raz chcialam trzymac w reku to co dostalam a raz zwyczajnie nie, w koncu jednak pozbylam si tego sama, musilo cos mna ruszyc zebym podjela taka decyzje - i tego malego fragemtu na jednej z pewnie 100 stron bym nie wyrawala, ale to za mlo by byc z siebie dumna. teraz..
teraz musze cos zrobic z tym co pisze na tej juz szarawej kartce.. tlyko jak to zrobic? jak kolejny raz nie zapisac jej w taki sam spoosos, jak nie zatrzymac biegnacgeo swiata i mnei razem w nim, bo to chyba najczesciej robie, zatrzymuej siebie , swoj swiat , a to co mnie z nim laczy to bialy ekran przede mna, bo do tego sprowadza sie moja rutyna... moze jeszcze kiedys uda mi sie wpasc na pomysl jak zaczac dobrze kolejna lonijke tekstu....

sobota, 24 listopada 2007

....

bol niefizyczny,..

środa, 7 listopada 2007

zabierzcie dzien- zostawcie noc!

zawsze myslalam ze to tylko male dzieci boja sie ciemnosci.. teraz do grona tych milusińskich dolaczylam ja. Boje sie zasypiac...boje sie kolejnego snu, ktory mnei ogrania i powoduje, ze budze sie bez "niczego". bo wszytsko co mialam...zabral sen. ale on
to tez jedyna moja okazja- by jakos uporac sie w koncu z przeszloscia. tylko ze nie potrafie.. przynajmniej w tym swiecie ktorego nikt nie zna - nie potrafie. Bol i to nie taki fizyczny powoduje, ze nie mam ochoty sie budzic, tylko po to zbey to wszytsko pamietac... chodzic z tymi myslami caly dzien. ale co bedzie kiedy kiedys zabraknie tego bolu.. kiedy zbudze sie i wszystko to co bylo zwiazne z przeszloscia, zostanie w niej. Na pewno bedzie latwiej, o wiele.. ale czy bede pamietac zapach, kolor, slowa i to wszytsko co tak bardzo bylo powiazane ze mna i z moim odwiecznym sentymentem? Czy za kilka lat bede pamietac to wszystko? cyz bede wstanie sobie odtworzyc to wszystko, odsiwerzyc w pamieci, wyobrazni czy gdziekolwiek to jest przechowywane? Wiec moze..kocham tak snic... kocham ten bol... jedynie czego nienawidze to 7.15 "pora wstawac"- wtedy urywa sie... i nic nie jest wstanie przynajmniej za dnia tego wrocic... nie widze nic- pomimo zamykania ich - nic.. jedynie "moze w snie znajde Cie"..

sobota, 25 sierpnia 2007

ukladanie swiata od nowa

Nie zawsze musi sie przeciez wszystko udawac. zawsze mozna zaczac wszystko od nowa- wiele razy cos takiego slyszalam . Teraz jestem krolikiem doswiadczalnym tego eksprymentu. zaczynam praktycznie wszsytko na nowo. Chce sie uwolnic od starych nawykow nie wazne cyz byly dobre czy zle, od wszystkiego co ma zwiazek z moja jeszcze wczorajsza przeszloscia. Wiele czasu potrzebowalam zeby zrozumiec zachowanie ludzi. Nadal nie wiem czy je rozumiem. Ale przynajmniej dzis juz wiem jak dobierac sobie znjaomych, od jakich trzymac sie z daleka. Chociaz pewnie sparze sie pod tym wzgledem jeszcze wiele razy w zyciu. Ale znowu bede miec kolejen doswiadczenie i uzmyslowilam sobie , ze "im bardziej sie cierpi tym wiecej sie rozumie". I choc wiem ze latwo wcale nie bedzie. Nigdy nie jest latwo jesli sie cos straci. Ale ze wszystkiego sie da wyjsc. z wszystkoim mozna sobie dac rade. Wiele godzin poewnie bede spedzala na tym by poprostu zrozumiec...wiele na wyplakiwaniu 13 łzy....wiele na tym by na nowo , po raz kolejny uwierzyc , ze nie wszyscy sa tacy sami. I w koncu bede musiala sobie kupic "nowa" szufladke w moejje glowie, by sprawiedliwie - nie wsadzac wszystkich do jednej. nie wszyscy sa tego samgeo pokroju i tego samego rodzaju, zeby byc w jednej.

sobota, 11 sierpnia 2007

może nieistotne pragnienia...

Każdy w swoim zyciu puka do jakis drzwi i albo właściciel otwiera albo nie. Ja odzwazylam sie zapukac 3 razy. W pierwszych przyjeto mnie od razu i choć momentami rozmowy z właścicielem nie przebiegały tak jak powinny, nie zawachałam się i weszłam.Jednak wszystko co dobre szybko się konczy jak powiadają i niestety , ale przyszedl kiedys taki dzień, że mimo wielokrotnego pukania nikt nie otworzył. Dostałam tylko wiadomość - właściciel wyjechał. Pogodziłam się z ta myśla. W koncu co nas nie zabije to nas wzmocni.Mineło troche czasu i znów odwarzyłam sie zapukać. W tych drzwiach bylo zupelnie inaczej. To była pomyłka- o czym szybko sie przekonałam. Właściciel niby usatysfakcjonowany moimi wizytami, ale w końcu powiedział - Nie przychodz wiecej, nie ma sensu.wyszłam. Bez słowa. właściwie bez niczego. Potem już pukanie nie przychodziło mi z łatwością. Nie miałam ochoty, do pewnego razu. Kiedy Moje pierwsze drzwi otworzyły się ponownie. Pomimo tego ze wydawalam sie sama sobie rozsadna i tak pukałam-otwierano mi. Bylo dobrze.Wiecej niz dobrze. Wreszcie czułam, że juz nie bede musiala pukac po obcych.I choć własciciela często nie bylo, wizyty i tak sie odbywały.Kiedy wchodziłam pokoj stawał sie kraina w ktorej byl tylko wlasciciel i ja i nic poza tym. Nikt poza tym. Wydawalo mi sie ze nic tego zmienic nie moglo. Wydawalo mi sie!... Zabrano mi właściciela. Bez mojej zgody. Nie potrafilam sobie tego wytlumaczyc. Do dzisiaj nie umiem. Moze kiedys bede potrafila.moze kiedys zrozumiem. Powiedziano mi tylko- To koniec... I ta prześladująca mnie do dzisiaj liczba 37 za kazdym razem przypomina mi te drzwi..tego wlasciciela . To wszystko.
Cieżko było mi probowac i pukac znowu do innych drzwi. nawet nie chcialam.Nie potrafilam. ale zapukałam. ktoś też zapukal- do mnie. I tak pozostalo. tez bylo dobrze. Przez pare chwil. Bo zrozumialam chyba moj bład.Tym razem mialam pozwolic by czesciej do mnei pukano..chyba sie wpraszalam. Przyjmowano mnie i nadal sie przyjmuje. Tylko ze ja juz to wiem. Poostawilam wszystko na jedna karte- rozmowa na 'wycieraczce'. Nie weszlam dalej. Nie zaprosil mnie.
nie powiedział wejdz... gdy przychodze wlasciciel nie pyta sie co u mnie. gdy sama nie zapukam -on tez nie puka.Przeciez to oczywiste.-dla wlasciciela. dla mnie nie!
A ja tylko chce poczuc ze wlascicielowi tych drzwi zalezy na mnie.., ze nie jestem tylko kims.Ze moje wizyty daja oparcie i odwrotnie. Ze daja radosc. Chcialabym poznac tak na prawde własciciela. Chciclabym zeby powiedzial, ze potrzevbuje mnie i moich wizyt. Ze gdy przychodze jest mu dobrze. Ale moze ja zbyt wiele chce. Moze to tylko nieistotne pragnienia.?..

piątek, 3 sierpnia 2007

Powrót.

Miesiąc w zupełnie obcym kraju. Pomiędzy obcą społecznościa. Teraz niejaki powrót i ponowne przyzwyczajenie chociażby do prawostronnego ruchu czy klamek umieszczonych niżej niż tam. Do spłuczki, która tutaj zaskakuje z łatwością, a tam- trzeba było więcej siły na sama spłuczke niż na życie. Tutaj szczekanie psa to zwykła codzienność - tam spotkać psa na ulicy to już cud. Banały. Codzienność zwykłych spraw. A jak dziwnie.Jedyne co jest proste to wchodzenie w etap dziwności...ale kto zrozumie o co chodzi?..